koncert

Ścianka

koncert

Ścianka

Ścianka - Bilety na koncert

Krajowa formacja muzyczna powstała w Sopocie jesienią 1994. Gra i śpiewa rzeczy bardzo różne, od riffu, przez piosenkę, do białego szumu, ale i tak zawsze słychać, że to Ścianka.
W ostatnich latach zespół trzeszczał w szwach, a ostatnio popękał z przemieszczeniem w stronę eksperymentu. Na inne rzeczy trochę szkoda czasu.

CZYTAJ WIĘCEJ

Bilety

Brak wydarzeń

Brak wydarzeń

Recenzje

czekałem na ten koncert ponad 5 lat. jest radość. Maciej Cieślak nie zawodzi. nowy zestaw instrumentalistów ale energia i pomysły znów na wysokim poziomie. muzyka Ścianki jest inna niż 5 lat temu, inna niż 25 lat temu i bardzo dobrze. ale to wciąż Ścianka!!! i z zupełnie innej beczki: koncert na krzesłach mnie nie przekonuje ale jeśli tylko tak póki co można się spotkać z dźwiękami na żywo to ok, damy radę. i płaćmy za bilety choć po 50 zyla, artyści funkcjonujący poza mainstreamem też muszą z czegoś żyć.
Ścianka (a raczej Maciej Cieślak) jak zwykle pokazała że na nikogo się nie ogląda i robi co tylko im przyjdzie do głowy. I chyba ludzie wychodzący w trakcie nie przeszkadzali zespołowi... :)
Słusznie proszą Państwo o ocenę występu, a nie koncertu. Obecie "Ścianka" nie ma wiele wspólnego z zespołem znanym sprzed ponad dekady... w zasadzie dla uczciwości wobec słuchacza, obecny skład nie powinien już używać tej nazwy. Obecnie jest to muzyka eksperymentalna, bez wyraźnego rytmu czy melodii... bardziej msza akustyczna. Co z kolei jest atutem szczególnie w tak dobrze przystosowanej do muzycznych wystepow sali w DK Kadr. Dla wariatów.
Eksperyment do potęgi. Koncert ciekawy, ale więcej satysfakcji dałaby mi Ścianka gitarowa z Michałem Bielą. O koncercie w pierwotnym składzie nawet nie śnię. To by było dopiero wydarzenie!
CIEŚLAK JAKBYM CHCIAŁ SE SŁUCHAĆ ONKYO TO BYM ZOSTAŁ W DOMU
z emaila do koleżanki: No nie wiem naprawdę, co napisać o Ściance, Idąc na koncert nie wiedziałem, co będzie mi dane, nastawiałem się na koncert gitarowy, hałaśliwy, transowy, a tu niespodzianka, na scenie stoją trzy stoliki, wiadra z piachem, może jeden sampler, ale bardziej chyba sekwencer, nie znam się. ciemno, scena lekko oświetlona, wchodzi Maciej, z długimi włosami i brodą, wygląda jak jakiś apostoł. Razem z nim, po prawej, syn Tymona, po lewej jeszcze jeden muzyk - nie kojarzę. Ciekawe, że przed koncertem, Maciej dokonał takiego, jak sam określił, wprowadzenia kulturowego. Mówi, że, gdybyśmy przyszli na koncert rockowy, to background kulturowy byłby znany, a tutaj, są Państwo, na muzyce sakralnej ludu, który żyje nigdzie, wśród piasku i kamieni. Ludu nie mającego styczności z innymi cywilizacjami, nie czerpiącego z przepływów kulturowych, czczącego wiatr i kamienie. I zaczęli koncert, rzeczywiście w takim stylu, bardzo minimalnie, bez śpiewania, szuranie piaskiem po tych stolikach, które zbierały dźwięk, wylewanie czasem trochę wody, pojedyńcze rzucenie kamieniem, pojedyncze wokalizy - sylaby w nieznanym języku, gwizdanie, z instrumentów tylko gong (oszczędnie) i flet (grany inaczej niż normalnie, bardziej w kierunku cichego wiatru niż dźwięcznego brzmienia). I tak przez cały koncert, jakieś czterdzieści minut. Bardzo minimalnie, z tym, że nie był to ambient, nie było to kontemplacyjne, nie było to rytmiczne, ale też nie było bólu arytmii. Takie po prostu. Między utworami Maciej zmieniał kolor żarówek, które świeciły na biureczku: czerwona, niebieska, żółta, proste kolorki. Czy była w tym sakralność? Trudno mi powiedzieć, odbiór już każdy miał indywidualny, na pewno ukierunkowany byłem wstępem słownym. Dawało do myślenia. Publiczności chyba się podobało, bo i kredyt zaufania do Ścianki, i typowe dla trzeciej fali warszawki XXI wieku słuchanie tego, co dają. Z dwustu osób na widowni (siedziało się na krzesełkach), w trakcie wyszło może z 15, kilka osób za mną śmiało się nerwowo, jakaś laska przede mną wczuwała się i denerwowała na ich hałas. Zdecydowanie cieszę się, że byłem. Naładowałem akumulatory, porozmyślałem. Brakowało mi momentów przyspieszenia, uniesienia, transu. Zastanawiałem się przez moment, jak taka muzyka, zdecydowanie oszczędna, wpasowałaby się w tradycyjną liturgię, co pasowałoby do glorii, co do psalmu, co do podniesienia czy przeistoczenia, co na wyjście. Możnaby to jakość od biedy tak podpasować, ale nie polegało to na tym. Ogólnie pochwalam, gratuluję zespołowi odwagi i charakteru. Chociaż miej proszę na uwadze, że robi to ścianka, w porównaniu z, nie wiem, karpatami magicznymi, osjanem czy Photkiem to nic odkrywczego ani mocnego warsztatowo.
Ten koncert był tak wielką sztuką, że oniemiałem :). A poważnie, to jednak trochę lipa wyszła. Część publiczności się zmyła w bardzo krótkim czasie, bo jednak słuchanie zgrzytów i szumów przez godzinę, to osobliwe przeżycie. Natomiast za stare płyty jak najbardziej należy im się szacunek.
Określenie "przerost formy nad treścią" pasuje tu idealnie

Polecane